2011 - Mongolia - Przed wyprawą

Marzec - Początek przygotowań...
Najpierw pojawia się pomysł, potem myśl kiełkuje i nie daje spać… aż w końcu trzeba zabrać się do pracy.
Przygotowania ruszyły na dobre. Mam już niemal komplet map, brakuje tylko dobrej mapy Rosji.
Dokładne przejrzenie mapy Mongolii i Kazachstanu uświadomiło mi jak mało dróg asfaltowych jest w tamtym rejonie. Ale przecież wszystko jest dla ludzi... i motocykli...


Marzec - Przygotowania do wyprawy trwają...
Motocykl rozebrany.
Podobnie jak w zeszłym roku, tak i teraz, motocykl do wyprawy przygotowuje Mariusz zwany Bacą z MaxMotor.



Marzec - Wizy...
Najlepiej coś co nas przerasta zlecić komuś, kto zna się na tym lepiej.
Na tegoroczny wyjazd będę potrzebował wiz do Rosji, Kazachstanu i Mongolii. Najwięcej problemów będzie prawdopodobnie sprawiać wiza do Rosji, ponieważ będę do Rosji wjeżdżał aż 3 razy. potrzebuję wizy wielokrotnej.
W zdobyciu wszystkich wiz pomagać będzie firma WADI, która równocześnie staje się jednym ze sponsorów wyprawy.


Kwiecień - Motocykl zyskuje drugą młodość...
Przygotowania idą pełną parą. W motocyklu wymieniony został już kompletny napęd, wszystkie filtry i olej.
Nowe są także styki w pompie paliwowej, które w Hondzie Varadero sprawiają czasem problemy.
W oczy rzucają się nowiutkie tarcze hamulcowe, które niedawno przyleciały ze Stanów Zjednoczonych, gdzie jak się okazuje są o połowę tańsze niż u nas...



Maj - Problemy z motocyklem...
Finał przygotowań technicznych przyniósł niestety poważny problem. Okazało się, że żywot zakończył tylny amortyzator. Jego regeneracja, też się nie udała.
Pozostaje kupić nowy amortyzator, którego cena niestety poraża... Może znajdzie się na niego sponsor?



Maj - Dzieje się...
Amortyzator już zamówiony, powinien być za 10 dni, a więc zostanie jeszcze trochę czasu na testy motocykla.
Wiadomo też więcej na temat trasy.
Dzięki zaproszeniu od s. Leny wiem już, że mam gdzie spać w Charkowie.
Mam też zaproszenie do Czkałowa w Kazachstanie północnym . To miejsce gdzie mieszka sporo Polaków.
Dzięki wsparciu nauczycielki języka polskiego, mieszkającej w Kazachstanie, Pani Anny Nowak, udało mi się skontaktować z księdzem Krzysztofem Kuryłowiczem. Dostałem od niego zaproszenie i mam nadzieję, z niego skorzystać.


Maj - Przygotowanie motocykla – kilka zdjęć

 
 
 
 



Maj - Motocykl już prawie gotowy...
Poniżej lista prac jakie zostały wykonane przez warsztat MaxMotor w ramach przygotowania motocykla do wyprawy:
*na samym początku oczyszczenie motocykla z tony Gambijskiego piasku
*regulacja zaworów , mycie regulacja i synchro gaźników
*wymiana zestawu napędowego
*wymiana tarcz hamulcowych
*wymiana klocków hamulcowych
*wymiana styków pompy paliwowej
*wymiana płynu hamulcowego, płynu chłodniczego,oleju i wszystkich filtrów
*wymiana sprężyn sprzęgła, regulacja sprzęgła
*smarowanie linek
*czyszczenie i smarowanie kostek elektrycznych
*montaż uchwytu GPS
*sprawdzenie napięcia ładowania
Cały czas czekamy na dostarczenie nowego amortyzatora. W tej chwili założono nowe opony Metzeler Turance na których mam nadzieję dojechać do Mongolii. Firma SMO dostarczyła drugi komplet opon na jazdę po samej Mongolii (Continental TKC 80).


Maj - Mapy już są !
Mam już komplet map „papierowych” czyli Ukrainę, Rosję (niestety marnej jakości i będę musiał kupić coś w drodze), Kazachstan i Mongolię. Ale najważniejsze, że dzięki Marcinowi (Rambo), w mojej nawigacji jest już komplet map cyfrowych, które mam nadzieję ułatwią mi nawigację w nieznanym terenie. Tu znajdziecie specjalistę od map cyfrowych: www.gps.tszoda.pl


Maj - Koniec przygotowań motocykla!
Po prawie miesiącu oczekiwania dotarł amortyzator centralny do mojej Hondy. Można więc uznać, że motocykl jest gotowy do drogi.
Gotowe jest także mocowanie do nawigacji (dzięki Andrzej!)
Z ostatnich informacji, które mam z firmy Wadi, z wizami wszystko jest na dobrej drodze i na 100% zdążymy na czas.
Ostateczne odliczanie prawie rozpoczęte….


Czerwiec - Motocykl obfotografowany z każdej strony...
Panowie z agencji Photone.pl, w burzowy piątkowy wieczór, obfotografowali motocykl na wszystkie możliwe sposoby...
Na zdjęciach oprócz motocykla, także Baca (chili Mariusz) główny mechanik wyprawy… szkoda, że nie mogę go zabrać ze sobą.
Ja też się załapałem i miałem się uśmiechać, żeby dobrze wyjść na zdjęciach.
Z uśmiechaniem wyszło słabo


14 Czerwiec - Wszystko gotowe...
Wtorek... godzina 21:29... motocykl zapakowany... ciekawe czego zapomniałem tym razem :) Start o 4 rano...
Trzymajcie kciuki, szczęście będzie mi bardzo potrzebne...
Do zobaczenia za jakiś czas...

Relacja część 8 - Marcin

Wyjeżdżamy z Somy o poranku przy akompaniamencie kolejnej tropikalnej burzy.
Przed nami kolejne tysiące kilometrów, ale teraz będzie już łatwiej bo wracamy do domu, chociaż nieco okrężną drogą.
Na początek jedziemy znów przez Senegal

Tym razem przekraczamy granicę między Senegalem i Mauretanią w Rosso korzystając z promu i pomocy słono opłacanego przewodnika.

W Mauretanii znów cieszymy się jak dzieci z piaskownicy

I szukamy choć odrobiny cienia, czasem nawet przez 40-60 km

W Akfenirze tym razem śpimy "u Paula włocha" gdzie jemy pyszny obiad, zastanawiając się jaki będzie za niego rachunek.
Motel/hotel położony jest nad samym oceanem.
Polecamy wszystkim którzy tam jadą, rachunek był całkiem znośny.

Następnego dnia mkniemy przez Saharę Zachodnią pożywiając się wielbłądzim mięsem...

Po drodze do Marakeszu odwiedzamy tzw "mały Marakesz" gdzie motorami jeździmy wąskimi uliczkami medyny

Aż w końcu dojeżdżamy do Marakeszu

Tam poznajemy Osamę, który jak przystało na motocyklistę znalazł nam świetny tani nocleg i przede wszystkim pokazał nam Marakesz nocą...

Nie obyło się oczywiście bez sytej kolacyjki

O 5 rano wybrałem się jeszcze na spacer po uliczkach medyny

Kolejnego dnia pędziliśmy w kierunku Ceuty

Ale na nocleg zatrzymaliśmy się jeszcze w górskim mieście Chefchaouen gdzie podziwiałem jedyną w swoim rodzaju niebieską medynę, a Seweryn i Ewelina uczyli się arabskiego

A następnego dnia w Ceucie kupiliśmy bilety na prom i... wracamy na stary kontynent...

Żeby jednak nie było zbyt prosto, zamiast do domu to pojechaliśmy do Portugalii

Spaliśmy na najbardziej na zachód wysuniętym przylądku Europy Capo de Roca

To była niedziela, dzień finału mistrzostw świata. wieczorem Hiszpania miała grać z Holandią.
Postanowiliśmy więc finał obejrzeć z Hiszpanami.
Dotarliśmy do San Sebastian i tam w małym barze obejrzeliśmy mecz.
Po kryjomu kibicowaliśmy drużynie holenderskiej.

Następnego dnia, w deszczu brnęliśmy przez Francję, aż do Szwajcarii.
Spaliśmy pod Zurichem.
Tam też zaliczyłem ostatnią parkingową glebę, łamiąc lewy podnóżek.

I w końcu ostatni dzień wyprawy.
Jechaliśmy najpierw przez Szwajcarię, ostatnia relacja do radia wypadła z Niemiec, później tylko Czechy i polski Cieszyn gdzie czekali na nas przyjaciele i rodzina.

Relacja część 7 - Marcin

Po przepłynięciu rzeki Gambia pędzimy szutrową drogą w kierunku Somy gdzie czeka na nas bezpieczne schronienie w katolickiej misji w której pracuje siostra Elżbieta.

Docieramy tam już bardzo wycieńczeni. ale kiedy w końcu osiągamy cel czujemy się jak zwycięzcy, tym bardziej, że w perspektywie mam porządny posiłek i odpoczynek...
Tam też możemy zobaczyć efekty pracy misjonarzy.

Odpocząć nad rzeką

I poczuć prawdziwą egzotykę...

A dookoła nas intrygujące kobiety (żona do kupienia za jedyne 350 dolarów)

Odpoczywamy też nad oceanem , bacznie obserwowani przez sępy...

W drodze powrotnej ze stolicy Gambii Banjulu trafiamy na kolejną tropikalną burzę..

Korzystając z przypływu płyniemy oglądać rozlewiska rzeki Gambia

Cały czas jesteśmy pod wrażeniem trans gambian highway bo jak się okazuje są na świecie autostrady gorsze od naszych

W Bujamy poznajemy dziewczyny uczące się w misji

Nie zapominamy też o motocyklach....

W końcu po 3 dniach w Gambii nadchodzi czas wyjazdu

Ale wcześniej jeszcze uroczysta kolacja/grill przygotowane przez Gambijczyków i piękne Gambijki... jemy między innymi dziką świnię:)

A przed nami droga powrotna do domu...